2025-01-08

Róża z marketu, czyli jak nie oszczędzać na roślinach.

Róże z marketu, miało być taniej, a wyszło, jak zawsze...


Oto moja krótka historia o tym, jak pozorna oszczędność okazała się być większym wydatkiem.

Do niedawna moje zakupy róż polegały na wizycie w centrum ogrodniczym, przejrzeniu tego, co stoi na placu, co jak kwitnie i pachnie, i kupieniu wybranej rośliny w cenie około 40-60 zł za donicę. W pewnym momencie potrzebowałam kupić znacznie większą ilość sadzonek, więc wpadłam na jakże genialny pomysł zaoszczędzenia pieniędzy na zakupach. Otóż, zamiast wydać te 25-30 zł za sadzonkę z gołym korzeniem w szkółce róż, kupię je jeszcze taniej w markecie, po 4-6 zł za sztukę.
Plan był zacny i prawie się udało... ;)

Akurat zaczynał się coroczny sezon na róże w markecie. Tanio i dużo. Ale czy dobrze? Kusiły mnie te piękne obrazki kwiatów róż na opakowaniach... Francuskie, angielskie, żółte, kolorowe i pstrokate, pnące, pachnące, do wyboru, do koloru... A do tego TANIO. Starannie wybrałam te, które najbardziej mi się spodobały, które chciałam mieć w swoim ogrodzie. Kupiłam około 20 różnych róż w balocie, więc już bez kwiatów, w ciemno, jak kota w worku. 

Róże były bezimienne, bez podanej nazwy odmiany. Ale kto by się tym przejmował? ;) Aby mieć pewność, gdzie którą posadziłam, sfotografowałam opakowania w takiej samej kolejności, w jakiej róże trafiły na grządkę. 

Połowa z tych sadzonek była tak słaba, że padła już pierwszej zimy, pomimo kopczyków. Zgadnijcie, ile z tych, które przetrwały zimę, zgadzało się kolorystycznie po pierwszym kwitnieniu...  Żadna. Zero. Ani jedna róża nie była taka, jak przedstawiono ją na opakowaniu. Wygląda na to, że sadzonki są wrzucane do opakowań z losową etykietą. Nie ma zatem żadnego związku między tym, co ci się wydaje, że kupujesz, a tym, co wyrośnie. W tym przypadku pomyłka, to mało powiedziane. Rozmowy w grupach pasjonatów ogrodnictwa na znanym portalu tylko potwierdziły moje obserwacje. 

Większość z moich marketowych róż miała taki sam kolor kwiatów, pokazuję go na zdjęciu poniżej. Mam więc kolekcję zwykłych, nijakich, czerwono-różowych róż NN. Trafił mi się dokładnie ten kolor, którego unikałam przy wyborze sadzonek.

Poruszyłam ten temat z producentem. Niestety, nie raczył w ogóle odpisać na maila i odnieść się do tematu. 


Swoją lekcję na temat róż z marketu odrobiłam. Od tej pory wolę dopłacić te parę złotych i kupić porządne i zgodne odmianowo róże w zaufanej szkółce.

Zanim doszłam do tego, której szkółce warto ufać, przetestowałam wielu polskich sprzedawców, w tym także prywatnych kolekcjonerów. Jednak to już jest temat na osobny wpis na blogu.

Poniżej przedstawiam kilka zdjęć opakowań róż, które kupiłam oraz to, co z nich wyrosło. Prawda, że ciekawe wariacje kolorystyczne? Byłam taka szczęśliwa na myśl o widokach w ogrodzie, kiedy te róże zakwitną...






Większość róż wyglądała tak:







Ale trafiło się kilka niespodzianek, oczywiście też niezgodnych z etykietą na opakowaniu każdej z nich:





Słońce wypala płatki tej róży NN:







Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętaj, by się przedstawić :)

Kilka słów o moim ogrodzie:

Dzień dobry świecie :)

To jest mój pierwszy wpis na tym blogu. Miłej lektury :)