2024-02-27

Róża Glenrose ma w sobie to coś.

Hodowca - Łukasz Rojewski, Polska 2010.


W internecie znalazłam informacje:

Pnąca do 200 cm wys. x 150 cm szer. Syn. 'Glenrose Villa'. Może rosnąć w półcieniu (minimum 6 godzin słońca). Umie konkurować z wysokimi bylinami i niskimi krzewami. Dobrze znosi deszcze. Pełnię swoich umiejętności prezentuje jednak wówczas gdy jest dobrze nakarmiona i w pełnym słońcu. Całkowicie zimotrwała. Jedynie w pierwszym roku po posadzeniu wymaga okrycia. Zapach jest świeży i długotrwały z lekką nutą owoców cytrusowych. Matką 'Glenrose' była 'Louise Odier'. Hodowca: Łukasz Rojewski. Polska, 2010. Zaliczona do serii ‘Heavy Beauty Roses’. 


Moja Glenrose:

Kupiona na kiermaszu w Ogrodach Zamku Królewskiego w Warszawie w czerwcu 2023, razem z różami Pegasus i Iwona, o których będzie mowa w osobnym wątku.

Kwiaty bardzo przyjemnie pachną, ciężko się od niej oderwać. Pędy uginają się pod ciężarem dużych pomponów, a czasem wręcz kładą na ziemi. Kwiaty są bardzo duże i ciężkie. Od dnia zakupu kwitła aż do września, robiąc sobie tylko krótkie przerwy, głównie w trakcie suszy i skwaru, jaki lał się z nieba latem '23. 

Ta róża ma w sobie to "coś", ma jakiś magnetyzm, którym przyciąga, jakiś wyjątkowy urok, którym czaruje... Niech rośnie zdrowo, pergola na nią już czeka :)

Rok 2023











Rok 2024

Po pierwszej zimie w moim ogrodzie ('23/'24) Glenrose wygląda bardzo dobrze. Cały krzew przezimował w doskonałej kondycji z wyjątkiem kilku końcówek pędów. Ma do tego prawo, to jeszcze młodziutka roślinka. Kopczyk jest zupełnie zbędny, nawet w pierwszym roku po posadzeniu. 

Poniżej zdjęcia z końca marca:







No, to pergola sobie jeszcze trochę poczeka, bo Glenrose w tym roku ('24) praktycznie w ogóle nie przyrosła. W tym roku nie miałam co fotografować, nie było pokazu, na który liczyłam. Nie ma co winić samej róży, bo to pogoda w tym roku była niesprzyjająca roślinom.

W październiku wydała kilka mizernych kwiatów, kiedy już inne róże szykowały się do zimowego snu:




Rok 2025

Na początku stycznia na szczytach pędów wciąż trwały jędrne, czerwone owoce. 


W trakcie sezonu róża wydała kilka kwiatów, których nie fotografowałam. Cały krzew prezentował się okropnie, jako że zaniedbana z braku czasu rabata zupełnie zarosła ekspansywną trawą, do której już nie z łopatą, a z koparką należy podejść. Korzystając z okazji można uznać to za test, czy róża dobrze radzi sobie w zaroślach. Jak dotąd poradziła sobie elegancko. 

Róża w tym roku urosła niewielka, może sięgając mi do bioder. Ponad wspomnianą wysoką trawą sięgającą do kolan, a nawet i po uda, wystawało kilka różanych pędów Glenrose. Ile pędów kryło się w samej trawie, pozostaje tajemnicą. Teraz sobie myślę, że jednak warto było zrobić zdjęcie tej róży, takie ujęcie wychylających się szczytów pędowych ponad morzem źdźbeł trawy. Ma to jakiś swój nietypowy urok.


Rok 2026








Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętaj, by się przedstawić :)

Kilka słów o moim ogrodzie:

Dzień dobry świecie :)

To jest mój pierwszy wpis na tym blogu. Miłej lektury :)