Róża Ghislaine de Feligonde, Eugène Turbat & Compagnie (Francja, 1916).
Takie opisy znalazłam w internecie:
Hybrid Multiflora, Hybrid Musk, Rambler. 3x2 m. Strefa 5b lub "do -27°C". Różnie piszą o jej odporności na mróz. Jest bardzo obszerna i prawie bez kolców. Powtarza kwitnienie. W Polsce potocznie nazywana 'Gizelka’.
W moim ogrodzie mam kilka sztuk posadzone w różnych miejscach, na różnych stanowiskach. Dwie rosną podobnie - słabo, a trzecia na teoretycznie najgorszej glebie zbudowała dorodny krzew, największy z nich wszystkich. Każda jest od innego sprzedawcy, różnie ruszały na początku, jedne od razu podjęły wzrost, inne długo się zastanawiały.
Poniżej zapiski z ich pierwszej zimy u mnie:
Sadzonka posadzona na początku października '22: średnio odporna na mróz '22/'23 (około -22st. C), końcówki pędów czerwone od mrozu, są do wycięcia.
Sadzonka posadzona pod koniec października '22: dość odporna na mróz '22/'23 (około -22st. C), choć mogło być lepiej, można jeszcze raz zrobić kopczyk, ale jest lepiej, niż u tamtej koleżanki.
Trzecia sadzonka posadzona pod koniec listopada '22: średnio odporna na mróz '22/'23 (około -22st. C). Zapis z czerwca 2023: krzew bujny i zdrowy, osiągnął jakieś 40-50 cm wys., zakwitła wieloma kwiatami, bardzo przyjemny słodki zapach miodu. Jedne kwiaty już przekwitają, kolejne dopiero w pąkach.
Rok 2023
Po zimie '23/'24 widzę, że dużo lepiej zniosły jeszcze silniejsze mrozy. Nie trzeba okrywać tej odmiany. Jedynie pierwsza zima była dla nich trudna. W kolejną zimę pędy utrzymały się zielone, nawet cienkie końcówki pędów nie przegrały z silniejszymi mrozami.
Pomijając jej reakcję na mrozy, jestem zachwycona tą odmianą. Kwitnie cały sezon, praktycznie nie robiąc przerwy. Kwiaty są zmienne w kolorze, od bieli, poprzez kremowy, żółty, aż do ciepłego różu, nazwijmy to, łososiowy. Bardzo, ale to bardzo przyjemnie pachną, słodko, miodowo, apetycznie. Na początku kwitnienia, w czerwcu kwiaty były pojedyncze, natomiast na koniec września, ostatnie rzuty kwitnienia dawały już kwiaty typu "plena", pełne, wielopłatkowe. Krzew chętnie się zagęszcza, nie trzeba jej przycinać.
U mnie Gizelka rosła w towarzystwie wysianej z nasion facelii i przyznam, że to był bardzo udany duet, pięknie razem wyglądały, a róża chętnie korzystała z dodatkowego azotu.
Gizelka jest bliską kuzynką róży Pink Ghislaine de Féligonde.
Czerwiec:
Rok 2024
Po zimie '23/'24 stwierdzam, że wszystkie sadzonki Gizelek przetrwały tak samo - rewelacyjnie! To ich druga zima w moim ogrodzie. Nie bardzo miałam co ciąć, jedynie kosmetyczne przycięcie tu i ówdzie na końcach pędów. Kopczyk uważam za zbędny. Ta róża ma ewidentnie podwyższoną odporność na mróz.
Zdjęcia z końca marca:
Na przełomie maja i czerwca zaczęło się wielkie kwitnienie Gizelek. Nie będę rozbijała grup zdjęć na poszczególne sadzonki, pokażę je wszystkie razem. Kwitnienie trwało aż do późnej jesieni.
Maj '24:
Początek czerwca '24:
Koniec czerwca '24:
Rok 2025
Na przedwiośniu zafundowałam Gizelce mocniejsze cięcie, głównie kosmetyczne, ponieważ zimę zniosła dobrze, nie było strat, ale chciałam ją ładnie uformować i zagęścić, nadać zadbany kształt.
W tym roku moją uwagę przykuł wyjątkowo różowy, zimny kolor kwiatów Gizelki, momentami wręcz wpadający w fiolet, a nawet niebieski. Rok był wyjątkowo zimny, obfitował w silne przymrozki w połowie czerwca, niewiele lepiej było w lipcu i sierpniu, gdzie w nocy było blisko zera, co przełożyło się na kolor kwiatów.
Zapach oszałamiający piękny, uwielbiam go, wyczuwalny z kilku metrów, czasami trzeba się przybliżyć, żeby coś poczuć. Wszystko zależy od warunków pogodowych.
W sierpniu róża nieco uspokoiła się z produkcją setek kolejnych i kolejnych kwiatów i poświęciła więcej energii na rozbudowę krzewu. Nie oznacza to, że przestała kwitnąć, absolutnie nie. Kwiaty pojawiały się nieustannie do późnej, zimnej jesieni, aż do mrozów. Jeszcze w październiku wisiały smętnie nierozwinięte, zmarznięte kwiaty.
Im dłużej mam tę różę, tym bardziej jestem przekonana, że ta odmiana jest obowiązkowa w każdej kolekcji. Absolutnie wspaniała!
Trzy różne Gizelki pod koniec marca:
Czerwiec:
Rok 2026
Pod koniec marca byłam mile zaskoczona stanem Gizelek w moim ogrodzie. Pomimo długiej i mroźnej zimy rośliny miały się świetnie, pędy były zupełnie zdrowe i zielone. Wycięłam wyłącznie pędy krzyżujące się z innymi, zbyt gęsto rosnące, ocierające o płot oraz przycięłam końcówki po zeszłorocznym kwitnieniu, aby zmobilizować róże do silniejszego kwitnienia i wzrostu w tym sezonie. Praca była misterna, bardzo czasochłonna, ale przyjemna, pomimo tego, że ta odmiana jest kolczasta i kilka razy musiałam prosić o pomoc w wyplątaniu mnie z objęć Gizelki ;) Przydały się długie, specjalne, skórzane rękawice prawie po pachy, długie rękawy bluzki i pomocnik w pobliżu ;)
Wszystkie Gizelki zimują u mnie bez kopczyków, są wystarczająco dorosłe, żeby poradzić sobie z polskimi mrozami bez osłony. Lubię takie niewymagające róże.
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pamiętaj, by się przedstawić :)