Róża Imperatrice jest bardzo wrażliwa na mróz, wymaga solidnego kopczyka na zimę.
Kilka informacji z internetu:
Wielkokwiatowa do 150-200 cm wysokości, słaby zapach. Mało o niej informacji. Możliwe, że to Imperatrice Farah i jej inne nazwy: DELivour, Empress Farah, Kaiserin Farah, Strawberry Parfait. Hodowca: Georges Delbard, Francja, 1986.
Odmianę kupiłam w środku sezonu, w lipcu 2022r., jako sadzonka w donicy. Przetrwała dostawę kurierem, pomimo upałów.
Rok 2023
Zimą '22/'23 bardzo zmarzła, pędy czarne, tylko jeden pozostał zdrowy, zielony, ogólnie odmiana mocno wrażliwa na mróz, kopczyk trzeba robić koniecznie. U mnie tej zimy była tylko okryta cieniutką warstwą słomy, bez kopczyka, a mróz ledwie przekraczał -20°C.
W lipcu '23 pokazała swój pierwszy kwiat u mnie i kwitła coraz odważniej i chętniej z tygodnia na tydzień, z każdym kolejnym kwitnieniem, aż do końca września.
W międzyczasie padła ofiarą ataku zielonych, wściekle głodnych gąsienic, które potraktowały ją, jak wyśmienitą restaurację z pyszną sałatką. Nie używam w ogrodzie chemii, ile mogłam, tyle usunęłam ręcznie tych szkodników, ale one, skubańce, odnawiały się następnego dnia, nie wiadomo skąd...
Roślina miała też swój epizod z plamistością, zrzuciła niemal wszystkie liście, zostawiając zaledwie kilka z nich na potrzeby przetrwania. Świeciła pustymi pędami, aż wstyd. Pozbierała się w sobie, wzięła się w garść, odbudowała masę zieloną i ponownie zaczęła kwitnąć. Patrząc na to, jak fatalnie wyglądała, byłam pełna obaw, czy to nie jest jej ostatnie tchnienie. Inne róże wokół niej miały się świetnie, a na widok tej serce się krajało.
Róża Imperatrice ma bardzo charakterystyczne zabarwienie kwiatów i kojarzy mi się z deserem z bitej śmietany z truskawkowym sorbetem. Płatki są dwukolorowe, a właściwie trzykolorowe, bo jest tam biel, trochę żółtego, a na obrzeżach płatków kolor trudny do określenia, coś pomiędzy pomarańczowym, ceglastym, a czerwonym. Jest kilka podobnych do niej róż, ale tamte mają inny kolor, jak np.: Nostalgia, Jubilé du Prince de Monaco, Double Delight. Ale żadna nie ma tej wyjątkowej barwy.
Zapach jest intrygujący, przyjemny, na początku nie był wyczuwalny wcale, dopiero przy kolejnych kwiatach zaczął być odczuwalny coraz bardziej.
Kwiecień '23:
Rok 2024
Zima '23/'24 potwierdziła, że róża Imperatrice wymaga porządnego okrycia na zimę, łącznie z solidnym stroiszem. Po odkryciu kopczyka wygląda wprost fatalnie. Pędy bardzo przemarzły, nawet poniżej poziomu kopczyka, a to oznacza bardzo ostre cięcie przy samej ziemi. Jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby ona miała dorosnąć do tych deklarowanych 200 cm wysokości... Może w ciepłym klimacie.
Zdjęcia z początku kwietnia:
Róża zakwitła w tym sezonie dopiero pod koniec czerwca:
Niemal cały czas produkowała niewielkie ilości kwiatów.
Połowa sierpnia:
Trzy dni później stała się katastrofa. Rano zastałam różę w takim stanie:
Odłamała się cała naszczepiona część. Sadzonka była nie do uratowania.
Nie miałam wątpliwości, że jesienią muszę zamówić drugą sztukę. Bardzo mi na niej zależy.
Zamówienie złożyłam czem prędzej, jeszcze we wrześniu '24, a już w października sadzonka była u mnie. Posadziłam ją w miejsce starej, w rozarium. Od razu dostała solidny kopczyk, a raczej kopiec ;) Dalsza historia będzie dotyczyła właśnie tej sadzonki.
Rok 2025
To była wyjątkowo krótka historia. Wraz z tą odmianą zamówiłam kilka innych róż z dobrze mi znanej szkółki, z której zamówiłam już dziesiątki sadzonek. Rośliny posadziłam, podlałam, dałam solidny kopczyk, żeby ułatwić przyjęcie się roślin. Ku wielkiemu zaskoczeniu, wszystkie z tych róż bardzo szybko zaczęły mieć czarne pędy nad kopcem i zamierać. Dosłownie w kilka tygodni było po nich. Żadna z otrzymanych jesienią '24 sadzonek nie doczekała nawet swojej pierwszej wiosny. Co tu się wydarzyło?! 😕
Tymczasem rezygnuję z kolejnego zakupu tej odmiany. Być może kiedyś jeszcze do niej wrócę, bo jest wyjątkowo ciekawa zarówno kolorystycznie, jak i ogólnie urodą kwiatu, ale na razie mocno się zniechęciłam.
Po sadzonce zostało mi puste miejsce na rabacie, które chyba jednak wykorzystam na jakiś inny, nieduży krzew. Kusi mnie dokupić jeszcze jedną sadzonkę pęcherznicy Magic Ball, którą już mam w ogrodzie, która to jest sprawdzona, wszystko odporna i wyjątkowo atrakcyjna wizualnie. Uwielbiam te jej bursztynowe, ciągle zmieniające się kolory od żółtego, przez pomarańcz, aż do czerwieni i soczystego brązu.
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)

.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)
.jpg)


Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Pamiętaj, by się przedstawić :)