2024-02-15

Róża Abraham Darby, poezja zapachu.

Róża Abraham Darby (AUScot) ma oszałamiająco piękny zapach, ale też i wady.

Hodowca – David C. H. Austin (1926-2018) (UK, 1985).


Z internetu: dorasta do 120-300 cm wys. i 90-150 cm szer. Mrozoodporność do -27°C, strefa 5b, zaleca się kopczyk na zimę. Podatna na czarną plamistość. U niektórych słabo się krzewi.
Kwiaty do 12 cm średnicy, morelowe, jasno różowe, silny, piękny, owocowy zapach. Powtarza kwitnienie do przymrozków. Kwiaty źle znoszą deszcz, szpecą po opadach. Pokrój krzewu wysoki, łukowato wygięty, pędy pokryte kolcami. Pod ciężarem kwiatów pędy mogą się przewieszać. Z HMF: Rodzice: Aloha (cl. hybrid tea, Boerner before 1949) × Yellow Cushion.
Synonimy: AUScot, Candy Rain, Country Darby tree. Seria: English Rose Collection.


Odmiana została wycofana ze sprzedaży, już nie jest oferowana na rynku.

Abraham Darby była na topie najbardziej popularnych róż w ogrodach i w ofertach szkółek. Moda dopadła również i mnie, a skusiłam się na nią tym bardziej, że słynęła z cudownego zapachu. To dla mnie jest jednym z priorytetów przy wyborze odmian do mojego ogrodu, który z założenia ma zniewalać wspaniałymi zapachami.


Rok 2022

Kupiłam tę różę jesienią '22, jako goły korzeń. Zimę '22/'23 zniosła dosyć dobrze. Przy -20°C pędy powyżej kopczyka zmarzły, ale ogólnie dała sobie radę z mrozem bez większych strat. 


Rok 2023

W pierwszym roku po posadzeniu, wiosną '23, była przycięta na krótko, dosłownie 5-10 cm nad ziemią. Długo zbierała siły do pierwszego kwitnienia. Kwiaty pokazały się dopiero jesienią. Warto było czekać tyle miesięcy, bo zapach jest rzeczywiście wspaniały, czarujący, nie można się od niego oderwać.
Jest to jedna z nielicznych róż w moim ogrodzie, które po przekwitnięciu nie czyszczą się same i zostawiają na pędach tzw. mumie. Nie lubię tego efektu brudnych szmatek na pędach.

Połowa września:






Rok 2024

Początek kwietnia, najwyższa pora odkryć kopczyki z róż. Abraham Darby po zimie '23/'24 (do -26°C) była w lepszej kondycji, niż rok wcześniej. Pędy zmarzły mniej więcej w połowie długości, natomiast róża wypuściła zadowalającą ilość nowych, jeszcze białych pędów schowanych pod kopczykiem. 

Róża ta wymaga kopczykowania w naszym klimacie. Co prawda, zimy mamy ostatnio stosunkowo łagodne i zapewne przetrwałaby jakoś tam bez kopczyka, ale lepiej nie ryzykować w jej przypadku. 





Niestety, nie zdążyłam się nacieszyć młodymi przyrostami, bo pod koniec kwietnia, po rekordowo ciepłych miesiącach przedwiośnia, przyszedł mróz, który zniszczył młode pędy. Róża poradziła sobie nieźle, przeżyła, ale nie obyło się bez strat. W tym sezonie jej kondycja była dużo gorsza.

Zakwitła dopiero pod koniec czerwca. Kwitnienie było bardzo skromne. 



Na koniec września róża była już w połowie łysa. Faktycznie, łatwo łapie czarną plamistość. 

Na kilku pędach pojawiły się owoce.



Po dwóch latach uprawy dochodzę do wniosku, że największą zaletą tej odmiany jest absolutnie przepiękny zapach oraz przyjemny, ciepły kolor kwiatów. 

Potem zaczyna się lista mniej przyjemnych cech: chorowita (łatwo łapie czarną plamistość, łysieje), kwiaty nie są odporne na deszcz, a po przekwitnięciu zostają mumie. W trakcie upałów lepiej osłonić jej kwiaty (np. koroną drzewa), żeby słońce nie poparzyło płatków. Zakwita późno i niezbyt obficie, kwiaty zwieszają się do dołu, co przy jej niskim wzroście jest bardziej wadą, niż zaletą. Pędy przeginają się na boki, krzew nie trzyma ładnej formy. Mam wrażenie, że ta odmiana męczy się w moim ogrodzie, woli być rozpieszcza nawozem, podlewaniem, dobrą glebą, a tego u mnie nieraz brakuje.

Myślę, że będę ze sobą uczciwa, jeśli dodam ją do grupy Rozczarowanie.


Rok 2025

W tym sezonie róża słabo zniosła anomalie pogodowe na przełomie zimy i wiosny. Potem cichutko dochodziła do siebie, a nawet zakwitła, wydając łącznie może z kilka kwiatów i tyle. 




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Pamiętaj, by się przedstawić :)

Kilka słów o moim ogrodzie:

Dzień dobry świecie :)

To jest mój pierwszy wpis na tym blogu. Miłej lektury :)